RSS
sobota, 10 marca 2012
przeprowadzka

po pięciu latach pobytu na bloxie, który dotychczas mnie bawił ale i irytował, postanowiłam zmienić adres.

Ot, tak przeprowadzka.

Mam nadzieję przenieść wszystko, tak, TAM można, ale najpierw muszę zjeść obiad. I napisać pracę. Odtąd jednak będę

TUTAJ

Zapraszam na chudszej-szepty (klik).

Mam nadzieję, że to nie zniechęci moich kilku wiernych czytelników? Co? Pójdzecie za mną?

14:47, chud-sza
Link Komentarze (4) »
zrobiłam TO znowu!

Wstałam bladym świtem w celu udania się na uczelnię i wysłuchania wykładu. Wszyscy spali (mężczyźni w sensie, córka nocowała u babci i obudziła się z katarem, dawno nie było o chorobach, prawda). Wykład niekoniecznie, zaliczenie w formie pięciostronnicowego eseju, tożto jedna trzecia rozdziału magisterki, którą rodzę w takich bólach, temat też nieporywający, języki, rodziny, oczywiście od zarania dziejów, mam nadzieję, że się rozkręci. Z burczeniem w brzuchu i niezaspokojonym pragnieniem śniadania wysiedziałam swoje i po zakończeniu udałam się do auta zaparkowanego na jednej z głównych arterii centrum miasta (RATAJCZAKA). Włożyłam kluczyk do zamka i... zgadnijcie którędy musiałam się dostać do środka, mając na sobie wąską spódnicę za kolano, kozaki i ciężką torbę na ramieniu? Widownię miałam bogatą, czekałam, który mądry wezwie policję w celu udokumentowania własności pojazdu. Oklasków nie było. Albo też nie usłyszałam, gdyż bardzo pospiesznie, z piskiem opon oddaliłam się z miejsca.

I tak sobie myślę - skoro zrobiłam TO w centum miasta, to chyba mogę to zrobić wszędzie, prawda?

11:59, chud-sza
Link Komentarze (1) »
piątek, 09 marca 2012
powiew

W jednym kącie pokoju dokładam do kominka, dbam, by grzał moje plecy i nie dopuszczał do chłodu dłoni. Działam tym pogrzebaczem zgrabnie, coraz precyzyjniej układając szczepki drewna. 

W drugim kącie otwieram zaś okno, wietrzę na potęgę, wychodzę w kapciach na taras, zachłystuję się świeżym powietrzem, zapachem rozpulchnionej ziemi, biedronek, źdźbeł wschodzącej trawy. Przeciąg, którego zazwyczaj unikam, dziś zamieszkał w moim domu. Jego zadaniem jest wywianie smutku, może da radę.

W najbliższych planach mam remont kuchni (no przecież nie drugi rozdział magisterki, przestańcie). Do świąt czas przeleci nam niezauważalnie.

13:08, chud-sza
Link Komentarze (2) »
środa, 07 marca 2012
ps

Syn towarzyszy mi w mej pracy tfurczej. Siedzi dzielnie przy wielkim drewnianym stole i koloruje obrazki przyniesione z katechezy. Śpiewa: Bóg kocha mnie, takiego jakim jestem, przyłączam się w trelach, syn z podziwem docenia znajomość kościelnego evergreenu.

Pytam zatem, czy uczyli się na religii. Tak. Ze starą panią i z tą nową też. (nowa pani ma jakiś zapewne drobny kłopot ortodontyczny i dzieci twierdzą, iż jest wampirem. To znaczy wróć, twierdziły. Zawsze mówiłam, że dzieci są przeokrutne). 

Synek, pytam, a pani jest miła, prawda? 

Tak, a nawet robi się coraz lepsza. Dziś dała mi dwie kolorowanki, jak poprosiłem dla siostry.

Tym się teraz mierzy jakość nauczycielek.

Hmmm.

19:20, chud-sza
Link Dodaj komentarz »
zapachy

Kiedy w perspektywie mam naukę, sesję, deadline magisterski (dowolnie, wymiennie, jednocześnie) wyraźnie i donośnie przemawiają do mnie przepisy kulinarne. Krzyczą! Te mniej i bardziej skomplikowane. W moim domu roznosi się więc aromat kokosa, a na jutrzejsze śniadanie planuję pyszności. Zgadniecie, do kiedy powinnam rozliczyć się z drugiego rozdziału (i poprawić pierwszy, prawda)? Do soboty dwa tygodnie TEMU. Ale co tam praca. Mam paznokcie zrobione, dzieci się na bułeczki cieszą, rodzinna sielanka. Promotor tylko jakby trochę niedopieszczony.

W rodzinie choroby. 

Wśród znajomych pogrzeby.

To nie jest dobry kwartał.

18:47, chud-sza
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 marca 2012
budowniczy

Słońce ofiarnie przybliża nam tę wyczekiwaną wiosnę (od lat latorośl ma choruje wiosną, znacznie częściej i dotkliwiej niż jesienią i zimą, mimo to wielbię wiosnę bezwarunkowo), grzeje już solidnie, a rtęć zastygła na tym zerze i stoi w stuporze. No nic, marzec jest niebywale pozytywnym miesiącem, w kwietniu są święta, w maju jest pięknie a w czerwcu październik zagląda zza firanki podśmiechując się zdradziecko.

Szczęśliwie, po paskudnej sobocie następuje znacznie sympatyczniejsza niedziela. Ale nie mam złudzeń - gorsze chwile mogą wychylić się zza firany w każdej chwili i zniszczyć zbudowany świat, lokalną społeczność, dom, budulcem jednak są w tym przypadku emocje. Domki z kart buduję z podobnie marną skutecznością.

16:29, chud-sza
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 04 marca 2012
proces

Biegam, przeskakuję jednym stuknięciem palca na taczpadzie z jednej strony na drugą, link za linkiem, hiperzłącze za hiperzłączem. Pielęgnuję moje lęki, moje strachy, czarne chmury kłębiące się nieustannie z tyłu głowy, wyrzucam, z kilkudniowym opóźnieniem, moje frustracje i niecierpliwostki, moje żale i niedopowiedzenia, wypłakuję morza łez, nie potrafię schować do apteczki niemal pełnego słoika witamin dla ciężarnych, codziennie na niego patrzę i wątpię, czy kiedykolwiek się przyda, czy podejmiemy tę decyzję, czy świadomie pójdziemy w kierunku dziewięciu miesięcy nieustannych bojańsię. Codziennie myślę o nadchodzącym październiku, jaki mógłby być. To proces, mówi znajoma psycholożka. Przeżyj go.

A kilka minut później tańczę rytmicznie z córką i mam wrażenie, że wszystko przed nami, że muszę być tu i teraz, jakie to przecież proste i oczywiste, skupić się na tym, co dziś. I że mówią, że jestem dzielna.

W głębi duszy mam zgliszcza, które uaktywniają się i uwierają w najmniej spodziewanych momentach.

To proces. 

To minie.

Mówią.

15:23, chud-sza
Link Komentarze (1) »